|
|
04.08.2008 r., Ustka
Sprzedawców pamiątek oraz armatorów nie zainteresował wieloryb, który pojawił się w Bałtyku. Twierdzą, że ssak nie jest atrakcją. Innego zdania są marketingowcy, którzy uważają, że sprzedawcy nie potrafią wykorzystać okazji.
- Wieloryb jest dość szybki i potrafi przepłynąć duży dystans w niedługim czasie - mówi prof. Krzysztof Skóra dyrektor Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego na Helu. - Właściwie to może się on pojawić tego samego dnia w kilku kurortach.
Dlatego też przez cały weekend turyści w Ustce i Rowach nie mówili o niczym innym, jak tylko o wielorybie (ostatni raz był widziany w okolicach Orzechowa i właśnie Rowów - poniżej można obejrzeć relację z Rowów oraz filmiki naszych internautów).
Wielu z nich wpatrywało się w Bałtyk z myślą, że uda im się kamerą nakręcić humbaka lub zrobić mu zdjęcie. Wielu z nich liczyło też na kupno pamiątki z wielorybem.
Nigdzie nie ma walenia
- Próbowałam znaleźć na straganach figurki z wielorybem, ale nic takiego nie widziałam. Przyjemnie byłoby przypomnieć sobie za kilka lat urlop, w czasie którego w Bałtyku pojawił się wieloryb. - mówi Weronika Mazur, turystka z Krakowa.
Ale sprzedawcy - mimo popytu - nie mają zamiaru wprowadzić do sprzedaży pamiątek z wizerunkiem humbaka.
- Dobrze sprzedają się repliki statków oraz różnego typu muszelki, więc nie ma sensu tego zmieniać - twierdzi Agata Salachna, sprzedawca pamiątek w Ustce.
Najbardziej zdziwiło turystów to, że armatorzy statków wycieczkowych nie organizują wycieczek w poszukiwaniu największego ssaka pływającego w naszym Bałtyku.
- Nie ma sensu zmieniać oferty, tylko dlatego, że w morzu pływa wieloryb - uważa Monika Lemanowicz, sprzedawca biletów na statek Saba w Ustce.
- Nie wiadomo, gdzie jest teraz. Żeby zachęcić potencjalnych klientów musielibyśmy wiedzieć dokładnie, że pływa w naszej okolicy. Póki co jedyny wieloryb, którego można zobaczyć w Ustce, to ten dmuchany na plaży.
- Moglibyśmy stworzyć taką ofertę, ale tylko dla osób prywatnych, które miałyby taki kaprys - dodaje Agnieszka Szajman, pracownik statku Dragon w Ustce. - Można wynająć w tym celu statek za 4 tysiące złotych na godzinę.
Armatorzy z Rowów także nie organizują bezkrwawych łowów na humbaka.
- Pojawił się on w naszej części morza tylko na chwilę - tłumaczy pan Krzysztof (nazwisko do wiad. red.), właściciel łodzi wycieczkowej z Rowów. - Potem nikt go już nie widział.
Stracone źródło korzyści
Specjaliści od ekonomii i marketingu podkreślają, że ustczanie nie potrafią wykorzystać nadarzającej się okazji. W zagranicznych kurortach sprzedawcy reagują natychmiast na różnego rodzaju wydarzenia. Nawet na tragedie.
- Na Florydzie sprzedawcy oferują pamiątki z rekinami ludojadami, kiedy tylko pojawią się w okolicy uczęszczanej plaży - wyjaśnia Piotr Wódkowski, ekonomista-marketingowiec z Krakowa.
- Nie przeszkadza im nawet to, że dzień wcześniej któryś z nich pożarł jakiegoś turystę. Dlatego nasi armatorzy powinni skorzystać z okazji i zorganizować rejsy wycieczkowe w poszukiwaniu humbaka. To samo tyczy się sprzedawców z nadmorskich straganów. Skoro przez cały rok oferują koniki morskie, których nie ma w Bałtyku, to tym bardziej powinni zainwestować w pamiątki związane z wielorybem, który już stał się maskotką naszego wybrzeża. A przecież różnego rodzaju wielorybich gadżetów w hurtowniach nie brakuje.
Marcin Markowski
Gry, tapety, aplikacje, polifonia i... wszystko na komórkę kliknij tutaj>>>
|